Nie dajmy się presjom…

Emocji, szczególnie tych złych, nielubianych…wypieranie, maskowanie, udawanie, że ich nie ma, zamiatanie pod dywan…. Znacie to? Ja znam doskonale, mój plan dnia prawie rozpięty pomiędzy muszę, powinnam, koniecznie. Od obowiązków zawodowych, po telefon do koleżanki, która mnie wspiera, a ja nie oddzwoniłam. Ćwiczenia mięśni Kegla: przecież to tylko 3 razy po 30 sekund, słówka z francuskiego, („Jak nie masz czasu? Z Duolingo to zajmuje 5 minut”). Jak nie siłownia, to chociaż ćwiczenia rozciągające na macie… I jeszcze powinnam….

Dziś popołudniu tylko raz weszłam do pokoju córki na górze, czy na pewno się uczy, to nastolatka, sama przychodzi już nie często. Czas z mężem… tak, aby nie było tylko wgapiania się w serial, bądźmy kreatywni, rozmawiajmy. Ale ja czasem cały dzień rozmawiam zawodowo i nie chce mi się gadać. Może na spacerze z psem, pogadamy… Nie? Bo powietrze zimne, dobra nie gadamy…

Co czuję? Zniechęcenie, bo znowu nie zdążyłam czegoś tam, rozczarowanie sobą, bo obiecałam sobie, że będę przecież robić to i tamto, niezadowolenie z siebie. Poczucie, że znowu…

A przecież odwalam dziennie trochę pracy, prowadząc firmę, wykonuję zadania, które do niedawna wykonywało kilka osób, pomagam klientom na coachingu, staram się o siebie dbać, jestem rodzinnym logistykiem.

Naprawdę „daję radę” w tych zmaganiach z rzeczywistością, czemu zatem nie przypinam medalu do klaty, patrząc w lustro, czemu wciąż taka niezadowolona, z własnych niedoskonałości? A w konsekwencji wkurzam się na siebie, we frustrację sama się wpędzam i nie cieszę się ze zdrowia, nie upajam widokiem za oknem, płatkami śniegu, nie celebruję małych radości.

Jak często nawet mnie, coachowi, trudno być dla siebie dobrą, wyrozumiałą i hojną opiekunką. Jak mocno trzeba się uszczypnąć w rękę i potrzasnąć swoimi ramionami wewnętrznie, aby zawołać:

Hej! możesz być smutna, bo dziś nie zdążyłaś, zawaliłaś swój misterny plan. Kochana, możesz dziś całe popołudnie leżeć pod kocem!

Aldonko możesz dziś, a nawet jutro też nie być tą wzorową matką i żoną też czasami możesz być egoistycznie strudzoną codziennością.

Co jakiś czas panicznie boję się oczekiwania na wyniki lekarskie. Jestem wtedy niedostępna, smutna, drażliwa, spanikowana, po prostu trudna we współżyciu. Sama będąc na granicy rozpaczy, dając się wkręcać w moje czarne myśli dodatkowo martwię się, że pewnie wszyscy bliscy mają mnie dość, że powtarzam ten mój schemat histerycznego oczekiwania. A przecież jeszcze nic złego się nie stało. Dopiero na któreś coachingowej sesji, dzięki pytaniom świetnego coacha, z którym sama pracuję, uświadomiłam sobie, że ja przecież mam prawo się bać, mam prawo przezywać swoje strachy po swojemu i zaklinać po mojemu moje emocje.

Piszę dziś tak wiele o sobie, bo na sesjach nie ma na to czasu, zawsze rozmawiamy o Was, o Tobie , o Twoich problemach, sprawach, emocjach, odczuciach i czasem tylko przy wyjściu ktoś rzuci: „Pani to ma dobrze, jak sobie Pani same tak ze sobą porozmawia”. Otóż każdy coach też potrzebuje coacha. Potrafię Ci pomóc, to mój zawód i pasja. Ale sama nad sobą pracuję każdego dnia. A praca ta mozolna i nieskończona.

Ściskam, nie dajmy się presjom. Bądźmy dla siebie dobre.

Aldona Ziółkowska- Bielewicz

https://www.coach-aldona.pl/